Jedźcie, nie pożałujecie, i w ogóle się nie przejmujcie, że nie macie nic zarezerwowane. Tatralandia to ponad 150 domków kilkuosobowych, więc coś na pewno na was czeka…” W mojej głowie kołatały się słowa Arlety i cieszyłam się z tego, że ich moc przebija dochodzące do mych uszu wyrzuty męża. Piotr był zniesmaczony. Zrobiliśmy ponad 600 kilometrów i dowiedzieliśmy się w recepcji, że niestety nie ma już ani jednego wolnego miejsca.
Usiedliśmy na ławce przy wyłożonej kostką alejce. Piotr zaczął dzwonić po numerach z jakiegoś informatora otrzymanego w recepcji Aquaparku, ale kolejne rozmowy kończyły się informacją, że przecież długi weekend majowy w Polsce to cała Słowacja zajęta… Żeby nie wsłuchiwać się w narastające zdenerwowanie męża popatrzyłam na ławkę stojącą opodal. W krótkich różowych szortach i rozchylonymi szczupłymi udami, W błękitnym topie ściśle obejmującym piersi, rozpiętym tak, że nad nim rysowały się półkule piersi, wpół leżała, wpół siedziała krótko ...